Była 21, siedziałem na tarasie w po ciemku z kapturem na głowie i wpatrywałem się w deszcz spadający na trawę, wsłuchiwałem się w deszcz uderzający o dach aby choć na chwilę przestać myśleć... lecz tak nie potrafiłem, najzwyczajniej w świecie nie potrafiłem. Dlaczego do cholery ona, a nie ktoś inny, dlaczego? Tą ciszę przerwało gorączkowe pukanie do drzwi, wywróciłem lekko oczami wszedłem do domu, zamknąłem drzwi tarasowe i podszedłem do drzwi, otworzyłem je i mnie zamurowało. Ona tam stała... czy to kolejny sen? Była ubrana w typowo szpitalny biały strój, była mokra.
- Axel... - powiedziała na tyle cicho, że ledwo ją usłyszałem, wpadła mi w ramiona nie czekając ani chwili dłużej.
Po chwili, również ją przytuliłem. Była zmarznięta, trzęsła się.
- Chodź... - złapałem ją za rękę, weszliśmy do salonu, szybko napaliłem w kominku przy którym dziewczyna od razu usiadła.
Przyniosłem jej swoje dresy które założyła no i grubą bluzę, dodatkowo okryłem ją kocem i zrobiłem gorącą czekoladę. Usiadłem obok niej nadal nic nie rozumiejąc, będąc zupełnie skołowany.
- J - jesteś głodn - na? - zająknąłem się, kładąc dłoń na jej kolanie, głos mi się łamał, wstrzymałem oddech próbując wziąć się w garść.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz